ŻADNYCH USTĘPSTW



Paradise Lost nagrali nowy, wspaniały album ! Ale dlaczego album nazywa się „ Paradise Lost „ ? Czyżby zespół zatoczył krąg do swojego debiutu ? Paradise Lost gra znowu death metal ? Czy jest to może ostatnia płyta zespołu ?

Mam nadzieję, że nie – uśmiecha się wokalista Nick Holmes – Z drugiej strony kto wie, co przyniesie przyszłość ? Może to rzeczywiście nasz ostatni album ? – rozważa Nick hipotetycznie.

Szczerze mówiąc mieliśmy problem z ustaleniem tytułu i zdecydowaliśmy się na najprostsze rozwiązanie. Po za tym nie sądzę, aby istnieli ludzie, którzy by poważnie sądzili, że wrócimy do muzyki death metalowej. Tam na zewnątrz jest tak wiele zespołów, które grają w tym stylu i większość z nich potrafi to lepiej niż my.

Podobnie jak przy produkcji „ Symbol Of Life” na fotelu producenta zasiadł ponownie Rhys Fulber…

Nasza współpraca przy ostatnim albumie była bardzo udana. Tym razem Rhys był z nami od początku, przy powstaniu kolejnych piosenek, dlatego jego wpływ na całość jest bardzo duży.

Nick nie ceni producentów, którzy tylko zajmują się brzmieniem albumu ?

Rhys był wszędzie obecny, tak przy pisaniu piosenek, jak i przy ich nagrywaniu. Myślę, że to jest wspaniałe. Zespół zajęty swą pracą potrzebuje osoby, która stoi z boku i widzi rzeczy, których się samemu nie dostrzega. Jest to ważne zwłaszcza wtedy, jak już jest się od bardzo dawna w tym biznesie.

Wszystko w porządku, ale czy Greg również dzieli Twoją opinię ?

Nie wysłałbym Rhysowi materiału, jeśli nie byłoby na nim nagranych wokali. Same riffy i melodie nie brzmią zbyt interesująco. Dopiero ta mieszanka sprawia, że piosenki są wyraziste... Nie zawsze jest to proste. Czasem pracuje się dniami nad jedną piosenką i człowiek nie może ruszyć się do przodu. Czasem najlepszym rozwiązaniem jest podążenie za własnymi instynktem i zajęcie się innym fragmentem płyty. Również taką rolę odgrywa producent, jeśli samemu jest się za bardzo zapatrzonym w jedno miejsce.

„Paradise Lost” brzmi surowiej i ostrzej w porównaniu z poprzednią płytą…

Chcieliśmy mieć po prostu mocniejsze brzmienie. Na pewno jest kilka piosenek z „ Symbol Of Life”, które mogłyby równie dobrze znaleźć się na nowym albumie, ale sądzę, że szczególnie bas i perkusja brzmią na nowej płycie o wiele lepiej.

Z muzycznego punktu widzenia ta różnica nie jest, aż taka duża. Raczej naturalny rozwój zespołu…

Jestem tak jak wcześniej bardzo zadowolony z „ Symbol Of Life”, lecz na płycie „ Paradise Lost” duch zespołu jest jeszcze bardziej widoczny. Myślę, że przede wszystkim fani naszych wcześniejszych produkcji będą cieszyli się z nowego wydawnictwa.

Czy nowy album jest tak bardzo spokrewniony z płytami „ Icon”, „ Draconian Times” jak i z waszą poprzednią produkcją ?

Po dziesięciu latach można stwierdzić, że to ciągle ten sam zespół. Jednakże jesteśmy dalecy od tego, aby powtarzać wymienione przez ciebie albumy. I tak nie moglibyśmy tego zrobić, ponieważ bardzo się zmienił mój głos. Można to porównać z Metallicą – nawet jakby zespół tego chciał nie mógłby powtórzyć „ Ride the Lightning” . Sądzę jednak, że nasi fani znajdą starsze elementy na naszym nowym albumie i szybko przyzwyczają się do jego brzmienia.

Paradise Lost jest i tak zespołem, którego fani ciągle zwracają uwagę, że starsze albumy są o wiele lepsze od nowych.

O tak, nasza strona internetowa jest ciągle bombardowana tego typu zarzutami. Przy tym wszystkim nigdy nie mówiłem, że będziemy brzmieć jak sprzed 10 lat. Powiedziałem tylko, że to będzie najmocniejsza płyta od 10 lat.

Nie poszedłbyś jednak tak daleko, aby określić „ Paradise Lost” jako kompromis, sposób pojednania się ze starszymi fanami ?

Nie, w żadnym wypadku – mówi oburzony Nick – Przez te wszystkie lata nauczyłem się, że trzeba zawsze zachować swoją integralność. Możliwe, że bylibyśmy w stanie nagrać album, który bardziej by się spodobał naszym starszym fanom, ale to nie byłoby szczere i ludzie by usłyszeli to na płycie. Coś takiego nie może się udać.

Szczególnie internet nie jest pomocny, jeśli zespół chce pracować bez zakłóceń….

Wcześniej mieliśmy tylko podczas trasy kontakt z fanami. Teraz jest o wiele łatwiej skontaktować się z zespołem. Nasi fani korzystają z tej możliwości i nie zawsze są przyjacielscy – wzdycha 34-latek.

Paradise Lost działają już półtora dekady w „cyrku muzycznym”. Czy kiedykolwiek zmieniliście system – Greg pisze muzykę, a Nick teksty ?

Tak naprawdę, to nie. Chociaż przez te lata nauczyliśmy się doceniać wynalazki technologiczne. Greg i ja wysyłamy sobie nawzajem pliki muzyczne i czasem zdarza się, że zmienia on znacznie swoja melodię, po tym jak otrzymał moją wersję z melodiami. Kocham konstruować piosenki, a największym wyzwaniem jest nadać kompozycjom naturalną „płynność”.

Miałeś już kiedyś dłuższy okres, kiedy odczuwałeś kreatywny Knockout ?

Po pierwsze trudno jest znaleźć dobra melodię. Jeśli nie masz dobrej melodii, to wtedy nic nie daje najlepszy nawet tekst. To jest bardzo ciężka rzecz, ale nie miałem dotychczas jakiegoś specjalnego kryzysu. Jeśli chodzi o teksty to pisze je w ten sposób, aby mogły być one w różny sposób interpretowane i żeby nie brzmiały banalnie.

Na pewno zdarzyło się już kiedyś, że skomponowałeś melodię, która była już użyta przez inny zespół…

Zabawne, że o tym wspominasz – uśmiecha się Nick – rzeczywiście z albumu na album jest to coraz trudniejsze i czasem niektórzy mówią, że dana melodia wydaje im się znana. Najczęściej są to fragmenty, które ukradliśmy od samych siebie. Na szczęście zawsze ktoś to w porę zauważa, chociaż kradzież od siebie samych nie jest przecież karalna.

Znowu doszło po długim okresie do zmiany składu Paradise Lost. Tym razem Lee Morris musiał opuścić zespół.

Nie chodziło tutaj o jego umiejętności gry, po prostu nie dogadywaliśmy się z sobą na płaszczyźnie prywatnej. Mieliśmy problem w komunikacji

Rozeszliście się w obopólnej zgodzie ?

Tak naprawdę to nie, nasza decyzja bardzo go zaskoczyła i nie był z tego powodu szczęśliwy, jeśli miałbym się wyrazić łagodnie. Jednak teraz już zrozumiał, że było to najlepsze rozwiązanie dla niego i dla zespołu.

Zatrudniliście szybko nowego perkusistę Jeffa Singera ( Ex- Kill II This)

Jeff już wcześniej był przez nas przesłuchiwany, zanim Lee dołączył do zespołu. Jedynym powodem tego, że go wówczas nie zatrudniliśmy, była jego różowa perkusja. Jeff nie jest jeszcze jednak na stałe w zespole, tylko na nasze zawołanie.

Można go jednak usłyszeć na albumie ?

Tak, absolutnie. Brał udział w nagrywaniu i zagrał już z nami kilka występów. Musimy go jednak jeszcze bliżej poznać.

Wychodzę z założenia, ze jego perkusja nie jest już różowa ?

Nie – śmieje się Nick – kupił sobie już czarną.