MH: Ostatnio na waszej stronie pojawiła się informacja o zmianie pierwszego singla. Utwór "Grey" zmieniliście na numer "After Forever". Dlaczego? Czyżby ten utwór był bardziej reprezentatywny dla całej płyty?

Aaron Aedy: Myślę, że "Grey" był bardziej reprezentatywnym dla całości i to był nasz wybór. Niestety na tydzień przed świętami Bożego Narodzenie wytwórnia podjęła decyzję o zmianie go na "After Forever", widocznie stwierdzili, że ten numer lepiej chwyci na początek. Kto wie? - może tak będzie gdyż jest on zdecydowanie bardz iej przystępnym utworem.

MH: W takim razie czy data premiery tego singla również uległa zmianie?

AA: Nie, data wydania dalej jest taka sama. Singel powinien się ukazać w lutym, natomiast płyta ukaże się w pierwszych tygodniach marca… Z tego, co wiem to nie będzie typowy singel, bardziej EP-ka zawierająca 5 nowych numerów. Na razie wiem, że takie plany są co do Niemiec, a co do reszty krajów to wciąż nie mam pojęcia, czy będzie to singiel, czy również EP-ka.

MH: W takim razie, czego możemy się spodziewać po nowym albumie Paradise Lost? Jak bardzo będzie to kontynuacja albumu "Symbol Of Life" a na ile będzie można się doszukać podobieństw do pierwszych albumów?

AA: Niewątpliwie nowy album, będzie znacznie cięższy od "Symbol Of Life". Będzie na nim znacznie więcej gitarowego grania, a mniej elektroniki, dlatego płyta niewątpliwie będzie bardziej zbliżona do "Icon" czy "Gothic" niż do "Symbol Of Life". Wynika to z tego, że skupiliśmy się bardziej na komponowaniu dobrych riffów gitarowych… Nie ukrywam, że ten album bardziej mi się spodobał gdyż zawsze byłem zwolennikiem gitarowego grania opartego na gitarze rytmicznej. Takiego jakie było na "Gothic"…

MH: Czy oznacza to, że tym razem większy wkład w kompozycje miałeś ty i Greg?

AA: Tak, ale bardziej wynika to z tego, że częściej konsultował się ze mną. Jako, że jestem również gitarzystą, te konsultacje przyniosły efekt w postaci niezwykle ciężkiej płyty. Oczywiście nie chodziło o to by nagrać album gitarowy ale z tego, że tworzyliśmy ten album wszyscy. Była to praca oparta na wzajemnej interakcji nie tylko między mną i Gregiem, lecz całym zespołem… Album, będzie zatytułowany "Paradise Lost" i wydaje mi się, że jest to idealny tytuł dla tego wydawnictwa - to nasz najbardziej "zespołowy" album.

MH: Właśnie skąd pomysł na taki tytuł? Czy jest to pewnego rodzaju nawiązanie do tytułu pierwszej płyty "Lost Paradise"?

AA: Powodów było wiele. Jednym z nich było to, że jest to nasz dziesiąty album i jest to pewnego rodzaju świadectwo, że nasza historia zatoczyła koło… Kiedy wydawaliśmy pierwszy album okazało się, że istnieje już zespół o nazwie Lost Paradise, który grał odmianę rap-funky, dlatego zdecydowaliśmy się zmienić nazwę, ale pierwotny pomysł na nazwę umieścić w tytule albumu. Teraz, kiedy od tamtego czasu minęło 15 lat, kiedy wszyscy już wiedzą, że Paradise Lost to my, postanowiliśmy, przypomnieć o naszej tożsamości, która jak się okazało nie wynika tylko z nazwy, lecz przede wszystkim z muzyki.

MH: Jak długo trwało pisanie materiału na ten album?

AA: Zajęło nam to około pół roku, czyli tyle, co zwykle… Teraz już jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że 6 miesięcy to optymalny czas… Ta sesja wyglądała jednak troszeczkę inaczej, gdyż bardziej zawierzyliśmy naszemu producentowi, Rhysowi Fulberowi, który dostawał od nas taśmy z numerami, a później mówił; tu trzeba troszkę zmienić brzmienie, tu zmienić troszkę kolejność itd. Dlatego w pewnym momencie, kiedy materiał był już napisany, on podjął się dalszej obróbki w celu wyciągnięcia z naszych pomysłów jak najwięcej dobrych elementów… Wszystko działo się bardzo dynamicznie, cały czas ulegało zmianie do tego stopnia, że singlowy "After Forever", był zmieniany jeszcze na początku roku gdy Nickowi do głowy przyszły nowe, ciekawe pomysły…

MH: W takim razie, jaki procent utworów powstał już w studiu?

AA: Utwory, jako takie, zostały napisane wcześniej, lecz w trakcie pre-produkcji, podlegały ciągłym zmianom. Do tego stopnia, że utwór "Grey" w formie jaką usłyszycie na płycie, powstał dopiero w ostatnim dniu pre-produkcji. Wcześniej był to zupełnie inny numer, mimo iż dalej jest on oparty na tych samych riffach. Nasze numery powstawały przed wejściem do studia, natomiast w studiu zmieniamy brzmienia, dodajemy akustyczne gitary itd… Wiadomo, że większość utworów, była zbudowana tylko w zarysach, gdyż musieliśmy pisać ten album przez Internet - nie mieszkamy już w tym samym mieście w związku z czym nie mieliśmy możliwości robienia wspólnych prób, podczas których pisalibyśmy nowe numery…

MH: Jak wiele utworów powstało podczas tej sesji? I jak dobieraliście utwory, które mają się znaleźć na płycie?

AA: Zarejestrowaliśmy 16 lub 17 numerów, natomiast na płycie znajdzie się tylko 12. Jak wybieraliśmy? Po prostu, wybraliśmy te, które wydawały nam się najlepsze oraz takie, które najlepiej współgrałyby z całością. Pozostałe numery znajdą się na wspomnianej już przeze mnie EP-ce. Jednym z powodów, dla którego nie znalazły się one na płycie jest fakt, że są one trochę cięższe od pozostałych…

MH: Jak dużo tym razem eksperymentowaliście z brzmieniem, instrumentami?

AA: Nie bardziej niż zwykle, tym bardziej, że tym razem chcieliśmy uzyskać brzmienie zbliżone do brzmienia koncertowego. Owszem pojawiają się miejscami brzmienia symfoniczne czy żeńskie wokale, lecz nie są to jakieś rewolucyjne rozwiązania, tym bardziej, że jest ich niewiele… Najbardziej eksperymentował Nick, ze swoim głosem, gdyż tym razem poczuł, że potrafi zaśpiewać w taki sposób jak nigdy dotąd. Tym razem usłyszycie nowego Nicka, który z jednej strony potrafi pięknie lirycznie zaśpiewać, lecz równocześnie w jego głosie znów słychać tą siłę i agresję jakie można było usłyszeć na pierwszych płytach. Nick sam przyznaje, że jest to najlepszy album pod względem wokalnym, ale nie wzięło się to znikąd, gdyż pracował nad tą płytą chyba najciężej z nas wszystkich.

MH: Porozmawiajmy na temat Jeffa Singera, waszego nowego perkusisty. Jak go znaleźliście? Czy Jeff jest już pełnoprawnym członkiem zespołu czy tylko muzykiem sesyjnym?

AA: W tym momencie Jeff jest w zespole na prawach muzyka sesyjnego… To nie jest nasze pierwsze spotkanie z Jeffem, gdyż, kiedy przyjmowaliśmy do zespołu Lee, on był jego konkurentem na to miejsce. Mimo, że już wtedy imponował nam jako perkusista, to wydał nam się jednak zbyt skrytym człowiekiem, dlatego wtedy wybraliśmy Lee… Teraz po tylu latach nasze drogi znów się zeszły. Nie mówię, że nie ma on szans na to by został on pełnoprawnym członkiem zespołu, lecz podjęliśmy decyzję o tym, że na razie będziemy funkcjonować jako kwartet, a decyzja o przyjęciu kogoś w nasze szeregi musi być poparta wspólnymi doświadczeniami. Nie przyjmiemy kogoś tylko, dlatego, że świetnie gra na perkusji. Musi on z nami trochę przeżyć, pokazać, że potrafi funkcjonować w naszym zespole, na równych prawach, a nie gdzieś na uboczu, nie dając nic z siebie… Jest bardzo prawdopodobne, że Jeff dostanie taką szansę, gdyż chcemy by pojechał z nami w trasę, gdzie będzie miał okazję się wykazać.

MH: Jak duży wkład w ten album miał Jeff?

AA: Siłą rzeczy w same kompozycje niewielki, gdyż pojawił się on w zespole w momencie, kiedy materiał był już w całości napisany. Z drugiej strony Jeff jest na tyle wspaniałym, perkusistą, że już podczas wspólnego zgrywania się, kiedy przedstawiliśmy mu materiał, dołożył dużo od siebie, pomysłów na rytmy itd… To co mnie ujęło w nim to fakt, że jest on bardzo elastyczny a równocześnie, potrafi słuchać wskazówek innych. My przedstawiliśmy mu materiał demo, a on dorzucał kilka alternatywnych rytmów spośród których mieliśmy możliwość wybrania tego który odpowiadał nam najbardziej. Jednym z powodów, dlaczego Jeff znalazł się na tej płycie i dlaczego tak świetnie nam się współpracowało był fakt, że od wielu lat jest on naszym fanem, dlatego wiedział, o co nam chodzi, co chcemy osiągnąć na albumie "Paradise Lost". Tym bardziej, że Jeff - jak większość zespołu - jest fanem starego Paradise Lost - tego bardziej agresywnego oblicza grupy…

MH: Nowa płyta wychodzi praktycznie lada dzień. Jakie plany macie na przyszłość? Na pewno trasa… Czy obejmie ona Polskę?

AA: Bardzo chciałbym, żeby tak się stało tym bardziej, że wiemy o tym, że mamy tam dużo fanów. Gdy jeszcze do tego dodać, że jest to najbardziej energetyczna publiczność przed jaką przyszło nam kiedykolwiek grać, to aż chce się do was wracać! Nick prosił mnie o to bym przeprosił wszystkim fanów w Polsce za nasz koncert na Metalmanii, który do dnia dzisiejszego śni mu się po nocach. Chciał przeprosić za ten koncert - był wtedy bardzo chory i brał dużo leków. Niestety popełnił jeden błąd. Wypił wtedy trochę alkoholu, który w połączeniu z lekami dał taki efekt jaki było widać na scenie. Na pewno tym razem będziemy chcieli do was przyjechać i zatrzeć te niekorzystne wrażenie. Do zobaczenia wkrótce w Polsce!



Rozmawiał : Marcin Chałupka