MUSIAŁO BY SIĘ MIEĆ ZNOWU 18 LAT



Powód do świętowania w domu Paradise Lost. W lutym ujrzy światło dzienne ich 10 album i że, to wydarzenie jest już czymś szczególnym, to płyta nazywa się tak samo jak zespół „ Paradise Lost” Wszystko to tworzy dla nas okazję, aby podsłuchać, jaka jest zawartość krążka i co się dzieje nowego w zespole.

Motto poprzedniego sprawozdania studyjnego zrobionego przez Holgera do płyty „ Symbol Of Life” brzmiało: „Poznajcie najbardziej odległe zakątki Wysp Brytyjskich”. Tym razem poznamy zawiłe uliczki Kolonii. Stajemy przed ceglanym domem, nazwanym „ Studio 301”. Jest to przytulne miejsce, w poczekalni natrafiamy na bułeczki i cały zestaw bożonarodzeniowych smakołyków: od piernika, aż po słodkie pieczywo z przyprawą korzenną. Podczas gdy dziennikarze systematycznie niszczą zapasy jedzenia, wkracza zespół, który po odejściu Lee Morrisa, skurczył się do kwartetu. Pierwsze logiczne pytanie, która się nasuwa- czy założyciele gotyckiego , mrocznego metalu znają coś takiego jak nastrój bożonarodzeniowy ?

Pewnie, źe tak- mówi śmiejący się Greg – jednak jeszcze nie możemy być podekscytowani, ponieważ w piątek znowu będziemy w Grecji i w ogóle przed Bożym Narodzeniem musimy jeszcze dużo podróżować.

Widoczne jest to, że połowa zespołu- Greg i wokalista Nick znowu mają długie włosy. Czy jest to rodzaj oficjalnej deklaracji ?

Greg: Nie, bardziej jest to wyraz kryzysu średniego wieku. Chciałbym mieć znowu 18 lat....

Ten stan odzwierciedla się w pewnym stopniu w muzyce zespołu. Nie chodzi o to, że PL robi obecnie wrażenie płaczliwych pięćdziesięciolatków, którymi nie są, ale nowy album przypomina w większym stopniu stare „klasyki” zespołu, aniżeli SOL . Trzeba podkreślić, że już SOL był dużo cięższy od poprzedników. Utwór „Grey” zaczyna się najbardziej metalowym riffem PL od czasów DT, potem jednak okazuje się być bardzo melodyjny oraz chwytliwy. Piosenka zawiera ponadto świetne partie harmonii gitarowych, które są typowe dla całego albumu. „ Don’t Belong” jest natomiast znacznie cięższy, zawiera partię pianina przypominającą „ One Second”, „tłuste” gitary w refrenie oraz wspaniałe markowe solo Mackintosha.

„ All for the Madness” ( sic !) – Aaron Aedy grający na gitarze rytmicznej określa ten utwór jako: “ Doom metal 21 wieku” W utworze usłyszymy wlekący się, mroczny riff, który skojarzy się nam z jeszcze wcześniejszą twórczością zespołu. Wszystko to tworzy interesujący kontrast do konsekwentnie melodyjnego wokalu Nicka. W ogóle na „ Paradise Lost” znajdziemy elementy wszystkich płyt PL, każdego etapu twórczego zespołu.

Spróbowaliśmy związać ze sobą wszystko to co na naszych starszych albumach było najlepszego. I mam nadzieję, że zrobiliśmy to dobrze ! – zgadza się z nami Greg

Dużą rolę odegrał Rhys Fulber, który nie tylko obdarzył album bombastycznym brzmieniem, ale i w innych rzeczach był bardzo pomocny.

„ Nie ma on wprawdzie wpływu na zawartość naszych kompozycji, ale jest naszym starym fanem- gitarzysta chwali producenta – on próbuje wyciągnąć z nas najlepsze rzeczy. Ma dokładne wyobrażenie na temat naszych mocnych stron. Na SOL wyszło to raz dobrze, raz mniej dobrze. Ale na tym albumie rzeczywiście spróbowaliśmy uchwycić brzmienie, klimat, który jest bardzo charakterystyczny dla PL.

Co masz na myśli ?

Nie mam pojęcia, ale sądzę, że nam się udało. Ważne jest, aby mieć własne brzmienie. I jeśli się jest w zespole, to czasem traci się z oczu to, co dla muzyki PL jest charakterystyczne.

Mimo to na Paradise Lost” znajdziecie też nowe elementy. Absolutnym hitem jest „ For All You Leave Behind” – utwór zaczyna się niezwykle „ płaską” partią fortepianu. Głębokie brzmienie gitar, szybkie tempo i pierwszorzędna „ chwytliwość” tej piosenki pozwalają jej brzmieć jak mieszanka „ One Second” i „ Symbol Of Life” Wspaniałe !!

„ Shine” natomiast stwarza ze swoimi gitarami akustycznymi i prawie popowym wokalem klasyczna atmosferę ogniskową – oczywiście jak na ten zespół. Jednak to nie przeszkadza, ponieważ i ten numer zamienia się wkrótce w typowy hymn a la Paradise Lost.

A propo hymnów: Sądze, że jest to cecha charakterystyczna dla tego albumu. Refreny brzmią tu niczym hymny, co jest największa różnicą w stosunku do SOL

Basista Steve Edmonson uzupełnia: Brzmi to bardziej organicznie- po prostu jak pięciu facetów robiących muzykę.

Martwić może jakość bębnów. Lee Morris ze swoim wspaniałym stylem w znaczący sposób wpłynął na brzmienie albumu „ Draconian Times”. Jednak możemy być spokojni: Jeff Singer, który wcześniej grał w Blaze, wykonał swoją część zadania bardzo dobrze. Nie gra wprawdzie z takim wyczuciem jak Lee, ale równie energicznie. Czy na stałe dołączy do zespołu, to się dopiero okaże po próbie generalnej jaką będą koncerty.

Ostatnie pytanie: Czego zespół sam oczekuje po „ Paradise Lost” ?

„ Od albumu nie można właściwie niczego oczekiwać- odpowiada Greg nieco zamyślony- albo się w niego wierzy, albo też nie. Dotychczasowe reakcje były dobre. Wydaje mi się, że ludzie polubili to, co usłyszeli. Byłoby pięknie, jeśli wraz z wydaniem tego albumu będziemy potraktowani ponownie jako cześć sceny muzycznej, przy powstaniu której współuczestniliśmy

Jeśli druga połowa albumu „ Paradise Lost” jest równie wspaniała jak usłyszane przez nas piosenki, to nie powinno być z tym żadnego problemu. Zwłaszcza, że styl gotyckiego metalu nie jest znowu, aż tak bogaty w zdolnych kompozytorów, którzy są w stanie wykreować oryginalną, chwytliwą i mimo wszystko stroniącą od patosu muzykę.



Autor tłumaczenia : Michał Rusin