RAJ UTRACONY



Gdybym miał wskazać na zespół, który dominuje na scenie Doom Metal, wybrałbym na pewno angielski PARADISE LOST. Pisaliśmy o nich w poprzednich numerach, jednak otrzymaliśmy po 2-miesięcznej tułaczce z West Yorks do Legionowa wywiad z gitarzystą Aaronem Aedy, którego „aktualne” fragmenty drukujemy.

Aaron! Czy jest na Ziemi bardziej ponura i mroczna kapela od was?

Nie sądzę, aby było to możliwe (ha, ha)... Trudno tutaj powiedzieć coś rozsądnego, jednak pragnę zwrócić uwagę na zespół G.G.F.H., który jest z pewnością najbardziej makabrycznym i chorym jaki znam. Oni po prostu rządzą!

Podczas słuchania PARADISE LOST i czytania waszych tekstów odnosi się wrażenie, że mieszkacie przynajmniej od 100 lat na cmentarzu, a od co najmniej 25 lat nie spotkaliście żywej istoty...

No cóż, nie jest to aż takie złe towarzystwo! Naprawdę nie wiem, dlaczego tak bardzo fascynuje nas mrok, smutek , śmierć. Oczywiście nie bierz tego do końca na serio, gdyż podchodzimy abstarakcyjnie do naszej twórczości. Nie obawiaj się, nie wykopujemy truposzczaków i nie urządzamy potańcówek na grobach...

Zanim ukazał się debiutancki album „Lost Paradise” wydaliście dwie taśmy demo. Czy są one jeszcze dostępne?

Wspólnie zdecydowaliśmy, że po wydaniu płyty obie nie będą najlepszym środkiem promocji zespołu, jako że minęło już sporo czasu, a my rozwinęliśmy się muzycznie. Niemniej mamy do nich duży sentyment, a szczególnie do ostatniej „Frozen Illusion”, która zapewniła nam kontrakt z Peaceville Records.

Podpisaliście kontrakt na dwie płyty. Pierwszą mamy już za sobą. Co z drugą?

Pod koniec ubiegłego roku (listopad – grudzień) nagraliśmy materiał na drugi krążek, który zatytułowaliśmy „Gothic”. Płyta powinna być już w sprzedaży, chyba że nasza wytwórnia zdecydowała w ostatniej chwili inaczej. W międzyczasie ukazała się nasza EP-ka „In Dub” z dwoma utworami. Nie byliśmy początkowo zadowoleni z produkcji i miksu, ale po pewnych eksperymentach uzyskaliśmy zupełnie dobry efekt końcowy.

W jakim kierunku rozwinęliście swój materiał na albumie „Gothic”? Czy można oczekiwać czegoś podobnego do „Lost Paradise” czy rzeczy zupełnie nowych?

Wszystko zależy od tego jak rozumiesz ten postęp? Na płycie znalazło się kilka utworów o zupełnie odmiennej budowie niż dotychczas. Są one bardziej melodyjnie i chwytliwe, ale nadal pozostają wysoce oryginalne, ponure w nastroju i rozpoznawalne jako PARADISE LOST. Niektórym może to się wydawać pójściem w stronę komercji, ale zapewniam, że jest to ostania rzecz, jaką byśmy zrobili... Staram się wciąż rozwijać, nie chcemy stać w miejscu. Nowy materiał jest tego dowodem.

Pomówmy trochę o debiutanckiej płycie – znamy ją bardzo dobrze. Część materiału pochodzi z poprzedzającego ją demo „Frozen Illusion”, notabene bardzo popularnego w swoim czasie w Anglii...

Rzeczywiście ta taśma przełamała wiele lodów w kraju, chociaż może nie w takim stopniu jak płyta. Znacznie lepiej powodziło się jej na kontynencie. Znalazły się na niej tylko dwa utwory – tytułowy oraz „Paradise Lost”, które miały pokazać podziemiu nasz postęp w stosunku do pierwszej taśmy. Był to również rodzaj sondy na nasz nowy materiał, rodzaj oceny zainteresowania. Jest rzeczą naturalną, że następne utwory przy wielkim powodzeniu tego demo były tworzone w podobnym stylu. Natomiast dwa wspomniane miały trafić na nasz debiut, który z kolei nie był chyba taki najgorszy?...

Co z muzyką? Kto jest głównym kompozytorem?

Muzykę pisze przede wszystkim Gregor, chociaż na płycie pomagałem mu, jak również Nick. Jednak właśnie jego należy uważaj za głównego twórcę naszych riffów.

Warstwa tekstowa nie odbiega zbytnio od nastroju muzyki?...

Autorem wszystkich liryk jest Nick i bierze on inspirację z osobistych huśtawek nastrojów. Ostatnio kilka razy był pogrążony w wielkiej depresji i była to znakomita okazja, aby napisać kilka rzeczywiście interesujących tekstów! Najlepsze znalazły się na nowej płycie... Co do starszych, to powstały w ciszy i spokoju cmentarzy, które Nick lubi odwiedzać. Jak mówi, znajduje tam niesamowity potencjał do rozmyślań, wizji... Zresztą każdy z nas kocha ciszę, spokój, swobodę myśli, a miejsce jakim jest cmentarz bez wątpienia to gwarantuje.

Czy zatem nadal jesteście tak ponuro nastawieni do życia? Nawet po sukcesie, jakim była bez wątpienia płyta „Lost Paradise”?...

Tak źle nie jest, ale porządek Ziemii wyobrażamy sobie zupełnie inaczej. Zresztą, żyjąc w naszej okolicy można naprawdę nabawić się dużych stresów. Ogromne zanieczyszczenia środowiska, ludzie żyjący z dnia na dzień! Ciągłe kłopoty, depresje... Cholera! Po prostu zajmujemy się psychologiczną stroną śmierci, odmiennie do tego co robią CARCASS, proponując krwawe obrazy... Coraz więcej zespołów próbuje grać podobnie do was. Czy uważasz, że PARADISE LOST jest grupą oryginalną? Lubimy myśleć o sobie w kategoriach innowacji czy oryginalności. Jest to coś, co zawsze staraliśmy się osiągnąć. Oczywiście, w ślad za każdą grupą, która wnosi coś nowego pojawia się całe stado naśladowców, ale to jak sądzę może tylko im zaszkodzić. Z drugiej strony, kiedy zespoły wzorują się na nas, czuję zadowolenie, gdyż świadczy to o naszej powadze na tyle, że stajemy się źródłem inspiracji dla innych ludzi. A czasem po prostu w to nie wierzę!

W 1990 roku można było zaobserwować wzrost popularności Death Metalu. Wiele dobrych kapel, które do tej pory egzystowały w podziemiu ujawniło swoje oblicze szerokiej rzeszy fanów w postaci płyt. Co można powiedzieć o angielskim podziemiu? Czy msz swoich faworytów?

No cóż, takie zespoły jak NAPALM DEATH były w pierwszej lini tworzenia dobrej pozycji podziemia. Nawet jeśli weźmiemy ich najnowsze produkcje, które według mnie są komiczne i nudne, to zasługują jako zespół na szacunek. Nawet tylko dlatego, że byli pierwsi! Faworyci?... Trudno wyrokować nad dobrymi i złymi, wiele może się jeszcze wydarzyć. Gdybym miał jednak kogoś wyróżnić to wspomniany na początku G.G.F.H. Wydali znakomity krążek „Eclipse” dla młodej Dreamtime Records...

Plany na przyszłość?

Przede wszystkim trasa koncertowa promująca nowy krążek. Obejmuje ona niemal całą Europę, zagramy w Niemczech, Holandii, Austrii, Szwecji, Francji, Anglii... Może ktoś zaprosi nas również do Polski? Ha, Ha...

Coś na koniec?

Dziękuję ci Mariusz za wywiad, do zobaczenia na koncertach!

Mam nadzieję, że nastąpi to bardzo szybko?!

PS: W chwili przeprowadzania wywiadu nie był mi jeszcze znany materiał z LP „Gothic”. Dzisiaj wiem, że płyta jest doskonała i ... (recenzja w numerze).

Mariusz Kmiolek