MISTYCZNI WEGETARIANIE



Długo oczekiwany prze polskich maniaków doom metalu zespół PARADISE LOST zawitał wreszcie do naszego kraju. Między dwoma świetnymi występami w Katowicach i Poznaniu gościłem w apartamencie potężnego błękitnego autokaru-hotelu należącego chwilowo do Anglików. Swoimi opowieściami uraczyli mnie Nick Holmes, Aaron Aedy i Stephan Edmondso. Gregor Mackintosh suszył właśnie swoje wspaniałe i długie włosy w garderobie poznańskiej „Areny”, a Mathiew Archer całyczas był nieosiągalny. Oto spowiedź obecnych...

Sakramentalne i nudne pytanie o początki?

Za oficjalną datę powstania zespołu można uznać marzec ’88, chociaż wszystko rozpoczęło się kilka miesięcy wcześniej. Graliśmy w zespole MORBIUS, wtedy Nick pogrywał dodatkowo na basie, Gregor na gitarze, a Mathiew na perkusji. Po dołączeniu basisty Stephana i drugiego wioślarza Aarona zmieniliśmy nazwę na PARADISE LOST. Wszyscy chcieliśmy grać thrash i death metal. Nagraliśmy pierwsze demo zatytułowane po prostu nazwą zespołu. Nie byliśmy z niego zadowoleni, powstało zatem następne „Frozen Illusion” i ono otwarło nam drogę do Peaceville Records.

Jest to mała wytwórnia i sądzę, że niezbyt dbała o was, skoro przenieśliście się na inne podwórko?

Faktycznie, nie było tam najlepiej. Wtedy był to dla nas korzystny układ, lecz patrząc z perspektywy czasy nie rokował nadzieji na szybki rozwój naszych interesów. Promocja była niewystarczająca, ludzie zaczęli wszędzie szukać naszych płyt, ponieważ ich dystrybucja kulała, nawet w Anglii, nie mówiąc już o Stanach. Peaceville Records sprzedali w sumie 80 tysięcy płyt – obu tytułów razem wziętych. Mieliśmy z nimi kontrakt tylko na dwa album, potem spakowaliśmy manatki i przenieśliśmy się do Music For Nations – i to u nich właśnie nagraliśmy nasz najnowszy krążek „Shades Of God”. Myślimy także o promocji video w MTV i w tym celu wybraliśmy z tego utwór „As I Die”, do niego nakręcimy clip.

Wróćmy jednak do pierwszych płyt zespołu – są one obecnie klasykami doom metalu. Jak je oceniacie, pomijając zawartość czysto muzyczną – chyba nie brzmią najlepiej?

Wręcz fatalnie! Produkcja nie była najwyższych lotów, ale to wynikało z warunków finansowych Peaceville. Ich budżet był niewielki. Zresztą wtedy byliśmy naprawdę zadowoleni z efektu końcowego, w końcu najważniejsze były nuty i atmosfera. Do „Gothic” podeszliśmy trochę inaczej, zamiast surowej muzyki chcieliśmy poeksperymentować. W tym celu nasz producent Keith Appleton zaaranżował na samplach smyczki, słychać je w kawałku tytułowym, w „Dead Emotion” jak i w króciutkim „Decolate”, którym otwieramy nasze koncerty. Dodatkowo Nic zaprosił do studia damę o nazwisku Sarah Marrion, jej głos chyba trochę odróżnia się od pozostałych wokali... Jedna teraz koniec z eksperymentami!

Jestem bardzo ciekaw do jakiego stanu depresji należy się doprowadzić, aby napisać tak wisielcze teksty?

Stany depresjonalne to działa Nicka... (Nick) – swoje wiersze piszę zazwyczaj po wypaleniu kilku skrętów, opisuję osobiste doświadczenia, sytuacje życiowe swoje i innych, oddają one to, jak się czuję i jakie odczucia doznają inni. Poruszam różne tematy, nie koncentruję się na jednej sprawie. Jest to albo anatomia samobójstwa („Paradise Lost”), albo problem nieprzystosowania się do życia ludzi umysłowo chorych („Frozen Illusion”), nuklearnej zagłady („Silent”) – są to oczywiście rzeczy traktowane bardzo ogólnie. Myślę, że wszystkimi nami wstrząsnęła tragedia na stadionie Hillsborough Poświęciłem temu utwór „Deadly Inner Sense”.

A sprawy religii? Jesteście odbierani pod tym względem jak zespół bardzo tajemniczy...

(Nick) – Sam nie jestem wierzący, chociaż rozumiem, że ludzie mają potrzebę wierzyć w boga lub cokolwiek. Ja uwierzę w boga, gdy zobaczę. Nie piszę o religii jako takiej, lecz o ludziach, którzy ją firmują, o korupcji i zepsuciu w imię religii.

Spróbujcie na chwilę odkryć image pięciu smutnych facetów firmujących smutek, ból i śmierć?

Jesteśmy wegetarianami, oprócz Gregora, swoje obrzydliwe roślinki zapijamy dużymi ilościami piwa. Nie posiadamy żon (hello girls!), chociaż Gregor i Stephen dorobili się potomków – praca w zespole pochłonęła im tak dużo czasu, że opuścili swoje kobiety, tylko Aaron godzi czas PARADISE LOST z konkubinatem ze swoją przyjaciółką. Poza tym czytamy książki, lubimy oglądać filmy pornograficzne, słuchamy muzyki i oczywiście zajmujemy się graniem – tylko graniem! (Nick) – Kiedyś, dwa lub trzy lata temu chodziłem do collegu, ale teraz jestem całkowicie zajęty zespołem, to pochłania wszystko – energię, czas i myśli. Zresztą, nikt z nas nie ma obecnie żadnych zajęć – sukces wymaga poświęceń i pracy!

W wypadku zespołów metalowych sukces poparty jest wieloma koncertami. Chyba nie leniuchujecie w tej profesji?

Przez te lata zjeździliśmy całą Europę i od podszewki znamy podziemną scenę brytyjską. Nie udało nam się jeszcze zagrać w Ameryce, ale myślę, że to da się nadrobić. Dzięki tym koncertom poznaliśmy wielu fajnych ludzi, niezależnie od muzyki, jaką grają. Mieliśmy tournee po Niemczech z AUTOPSY, występowaliśmy z większością rankingowych bandów death metalowych jak DEATH, MORGOTH, ENTOMBED, UNLEASHED, SEPULTURA czy MORBID ANGEL. Oczywiście najwspanialsze nasze koncerty to te w Polsce i parę dni wcześniej w Eindhoven.

Wspominając występy w Anglii, określiliście tamtą scenę mianem „podziemnej”. Czy to nie zadziwiające, że rynek muzyczny z tak wielkimi zasługami heavy metalu ciągle znajduje się w undergroundzie?

To gorzka prawda. Nasze rodzime wytwórnie płytowe chętniej promują kapele z Ameryki, dla nich są duże sale koncertowe oraz reklama pełną gębą. Zresztą sami angielscy fani także niezbyt dbają o swoje grupy. Trudno nam się wypowiedzieć na temat tego środowiska, stanowimy część brytyjskiej sceny, ale właściwie dobrze jej nie znamy. Nie słuchamy death metalu, choć graliśmy z paroma takimi kapelami, dla przykładu CATHEDRAL – to świetni goście.

Nie słuchacie death metalu?!? Jak pragnę zakwitnąć! To czego słucha PARADISE LOST?

Nich pochłania w dużych ilościach DEAD CAN DANCE, SOUNDGARDEN, POISON IDEA, WHITE ZOMBIE, REM, a razem z Aaronem łączy go TROUBLE. Sam Aaron lubi klasyczny metal jak JUDAS PRIEST, METALLICA, DIO... Gregor słucha CREAM i DANZIG.

Przyznam, że to dość oryginalna mieszanka. Zatrzymajmy się na osobie Gregora – jak to się dzieje, że on komponuje całą muzykę razem z solami gitarowymi, jesteście przecież zespołem?

Greg jest po prostu najlepszy! Ma dużą wyobraźnię muzyczną, zresztą zobacz jak mizernie wygląda – to urodzony artysta romantyczny! Dziesięć ton mistycyzmu w tak wątłej i drobnej sylwetce. Nie zastanawialiśmy się dlaczego tak jest. Każdy w zespole ma lidera i w naszym przypadku kawałki komponuje Gregor, chociaż wszyscy jako grupa mamy wpływ na ich strukturę. Ostatnio udziela się w pisaniu Stephen, ma swoją działkę w tworzeniu materiałów na najnowszą płytę.

No właśnie, myślę że dość nadwyrężaliśmy cierpliwość maniaków miętoszących w łapiskach ten numer Trash’em All. Potrzebuję dwadzieścia ton informacji na kilku centymetrach kwadratowych papieru dotyczących albumu?

You’re welcome! Płyta nosi tytuł „Shades Of God” i została nagrana dla Music For Nations. Sesja w Long Home Studio w Northamptonshire, za konsoletą Simon Efemy, chyba znakomita produkcja. Co jeszcze? Nie żartuj, naprawdę chcesz znać tytuły wszystkich numerów? No dobra, niech ci będzie... cała płyta trwa prawie godzinę, oto jej program: „Pity The Sadness”, „Mortals Watch The Day”, „No Forgivness”, „The Word Made Flesh”, „Crying For Eternity”, „Embraced”, „ Dying Rorn’, „Your Hand In Mine”. Dodatkowo na kompakcie i kasecie umieścimy utwór „As I Die”. Jest to zupełnie odmienny album, mniej eksperymentalny, bardziej epicki surowy doom metal, wręcz heavy metalowy, melodyjny. Poza tym Nick na nim będzie śpiewał – tak nam się przynajmniej wydaje ( ha ha ).

Coo? Czy ja dobrze słyszę?!? Heavy metal, śpiewający przez bitą godzinę Nick Holmes ( biedaczysko ). Czy nie boicie się, że tą płytą zrazicie do siebie starych, eksperymentalnych fanów? A może także zamiar śpiewać o dzieciach kwiatach?

Nic z tych rzeczy! Nie boimy się tego, bo „Shades Of God” będzie dalej PARADISE LOST, styl ten sam, głos Nicka także, ( Nick ) – Tematyka tekstów pozostaje niezmieniona, ich nicią przewodnią dale jest smutek, frustracja, śmierć... „Pity The Sadness” jest o ludziach, którzy chcą popełnić samobójstwo z różnych głupich powodów, jak na przykład porzucenie przez dziewczynę ( no nie wiem, czy to jest głupi powód... sam co tydzeń popełniam samobójstwo – red. ). Uważam, że to jest bezsensowne, a zarazem śmieszne i smutne jednocześnie. Ten utwór ukazuje do czego mogą doprowadzić takie stany emocjonalne jak rozpacz i samotność. Tekst „Crying For Eternity” opowiada z kolei o nekrofobii, o człowieku, który boi się śmierci – wiersz ten to obraz życia widziany z perspektywy kogoś, komu pozostało mało czasu... Dwa-trzy z nowych utworów gramy na koncertach w Polsce także myślę, że spodobają się fanom.

Dlaczego nie przyjechaliście do Polski na ciechanowski festiwal „S’trash’yło”? Wiele sensacji krąży na ten temat?!

Złożyło się na to kilka przyczyn, przede wszystkim Nick miał infekcję gardła, mieliśmy trochę kłopotów z otrzymaniem wiz, a poza tym byliśmy strasznie zmęczeni po trzymiesięcznym tournee w Wielkiej Brytanii. Ale teraz przyjechaliśmy, jest OK. i na pewno jeszcze tutaj wrócimy.

Polskę jak dotąd znacie chyba tylko z listów?

Dostawaliście ich krocie – rodzicie Nicka wiedzą coś na ten temat. ( Nick ) – Na mój stary prywatny adres przychodziło wiele listów z Polski, a ja niestety w tym miejscu już nie mieszkałem. Gdyby moi rodzice chcieli na wszystkie odpisać, poszliby chyba z torbami. Ale Polskę znam nie tylko z listów – słyszałem demo VADER „Necrolust” i pamiętam, że było nienajlepiej nagrane lecz straaaaaaszliwie szybkie. Podobało mi się bardzo! Słyszałem nieco o ACID DRINKERS... Wasza publiczność potwierdziła swoje maniactwo epistemolograficzne czynem! Jest wspaniała o czuje naszą muzykę, reaguje na nią bardzo spontanicznie i żywiołowo.

Jakie są wasze plany na przyszłość?

Najpierw płyta, potem rozległa trasa koncertowa, chcemy dotrzeć z naszą muzyką wszędzie, gdzie jest to możliwe. Chcemy przekazać ją jak największej liczbie słuchaczy – widzimy, że materiał, który gramy na koncertach jest doskonale przyjmowany, szczególnie ten rytmiczny i melodyjny z płyty „Gothic”. Dlatego też zajmuje on prawie całą część naszych występów. Ale gramy oczywiście kilka innych znanych kawałków z jedynki, a teraz dojdą zupełnie nowe. Chcemy udowodnić, że jesteśmy dobrze jako zespół koncertowy, że potrafimy wiernie oddać atmosferę płyt i chyba nam się to udaje? Myślimy i wyjeździe do Stanów, Japonii i Australii oraz ponownej wizycie w Polsce.

Pozdrowienia anielskie dla konsumentów Trash’em All?

Keep on Drinin’vodka! Kupujcie nowy album “Shades Of God”! Na pewno wkrótce znów zawitamy do was i spotkamy się na koncertach. A ci z was, którzy są niecierpliwi i nie doczekają się tego momentu, niech piszą na adres: P. O. Box 411, BRADFOR, W. YORKSHIRE, BD6 2LO, ENGLAND.

Piotr Woźniak