TRASH'EM ALL



Poniższy wywiad jest zapisem fragmentów dwóch rozmów z liderami Utraconego Raju - Gregorem Mackintosh'em i Nickiem Holmes'em, które przeprowadziłem na przestrzeni mniej więcej dwunastu miesięcy.

- Niedawno światek muzyczny obiegła wieść, że rozstaliście się z fonograficznym gigantem - EMI. Co było tego przyczyną ?

Greg : Koniec naszej współpracy z EMI wynika z bardzo prozaicznych powodów. Po prostu wygasł nam kontrakt, który podpisaliśmy z tą firmą na dwie płyty. Obie strony nie są zainteresowane renegocjacją umowy, więc musimy rozejrzeć się za nowym wydawcą. Już wkrótce zaczniemy rozsyłać demo naszego nowego materiału i mam nadzieję, że ktoś będzie tym zainteresowany.

- Celujecie w kolejnego molocha, czy też chcielibyście podpisać papierki z jakąś bardziej niezależną firmą ?

Greg : Ciężko w dzisiejszych czasach znaleźć kogoś tak naprawdę niezależnego. Na pewno chcielibyśmy, aby była to firma bardziej niezależna od EMI, ale również mamy swoje wymagania, oczekiwania i nasz przyszły wydawca powinien spełniać pewne warunki. To raczej oczywiste. Być może zwiążemy się z bardziej rockowym oddziałem jakiejś dużej wytwórni. Najważniejsze jest bowiem dla nas, aby interesami Paradise Lost zajmowali się ludzie, którzy wiedzą o co chodzi w naszej muzyce i do kogo chcemy z nią trafić. Z tym ostatnim EMI miała największe problemy. Nie bardzo potrafili nas umiejscowić na rynku, a my niestety nie gramy prostej muzyczki, która sama się sprzedaje.

- Piszecie już nowy materiał, tak więc czy umiesz określić w jakim kierunku podąży muzyka Paradise Lost ?

Greg : Przyznam, ze jesteśmy w pewnej rozterce, ponieważ pomiędzy mną, a Nickiem narastają pewne różnice zdań. On tęskni za muzyką bardziej metalową, ja za bardziej gotycką. Będziemy musieli znaleźć twórczy kompromis, na pewno jednak powstanie muzyka bardziej mroczna i cięższa niż nasze dwie ostatnie płyty. Jesteśmy już w dość zaawansowanym stadium przygotowywania nowego materiału. Zostały nam jeszcze trzy, cztery kawałki do napisania i jeszcze przed nadejściem lata chcielibyśmy znaleźć się w studio. To co już zdążyliśmy zrobić jest bardzo atmosferyczne, ale posiada zdecydowanie bardziej agresywny charakter od rzeczy z Host i Believe In Nothing. Na pewno nie użyjemy tyle elektroniki, płyta będzie bazować na gitarach. Jeszcze nie zdecydowaliśmy gdzie dokonamy nagrań, nie wiemy także jak wysoki będzie nasz budżet na potrzeby tej sesji. Dodam jedynie, że poważnie myślimy o wyjeździe do jakiegoś zagranicznego studia, co wydatnie odświeżyłoby naszą muzykę. Może znajdziemy coś odpowiedniego w Szwecji ?

- Nie uważacie, ze zgodnie z tytułem utworu promującego Host, czyli So Much Is Lost, wielu Waszych starych fanów miało prawo poczuć się zdegustowanych muzyką, którą przedstawiliście na ostatnich płytach, może wręcz zdradzonych...

Nick : Takie zarzuty powtarzają się przy okazji każdej naszej płyty. Dokładnie za każdym razem, jesteśmy zmuszeni tłumaczyć się, dlaczego pewne rzeczy zrobiliśmy tak, a nie inaczej.

Greg : Możesz sobie wyobrazić, że zarzuty o zdradę jakichś tam ideałów, postawiono nam już przy okazji Gothic ? A dzisiaj ten album to podobno klasyk.

Nick : Każda płyta zespołu jest zazwyczaj porównywana do poprzedniej. To przecież w pełni zrozumiałe. Zawsze są dwie strony medalu. Ważne jest także, w którym okresie ktoś poznawał naszą muzykę. Ci, którzy byli z nami od samego początku, za zdradę poczytali już Icon, bo były na nim czyste wokale. Ludzie, którzy "kupili" nas dopiero za Icon, nie mogli strawić One Second. Znaleźli się i tacy, którzy dopiero dzięki One Second zaczęli nas szanować i ich zdaniem, wszystko co zrobiliśmy od tamtej pory, jest dobre. Ja także uważam, ze Metallica nigdy nie nagrała lepszego albumu od Ride The Lightning, ponieważ ten właśnie krążek poznałem jako pierwszy ( śmiech ).

Greg : Może Iron Maiden nie odczuwa potrzeby zmian, ale my niestety tak. Jak długo sięgam pamięcią, kombinowaliśmy, co nowego moglibyśmy zrobić. Zawsze jednak był to naturalny proces, nie przeskakiwaliśmy na raz po kilka pięter ewolucji.

Nick : Zawsze przecież można nam powiedzieć : "Słuchajcie, jesteście do dupy, nie potrzebuję Was dłużej słuchać..."

Greg : Tak, a Wasza nowa płyta, to rzeczywiście jedno wielkie nic ( śmiech ).

- Żeby już nie drążyć podobnych tematów, powiedzcie mi co czujecie, słuchając Waszego prehistorycznego demo Frozen Illusion ?

Nick : Problem w tym, ze nie dajemy rady słuchać go na trzeźwo.

Greg : On żartuje. Uważam, ze nie mamy się czego wstydzić. Muzyka z tej taśmy naturalnie ewoluowała w to co prezentujemy obecnie. Nie dostrzegam żadnej dysharmonii, czy nagłej zmiany kierunku. Już wtedy graliśmy atmosferyczną, melancholijną, ciężką muzykę i chociaż robiliśmy to dość nieporadnie, wypracowywaliśmy powoli podstawy stylu, który do dzisiaj doskonalimy. Nie czuje żadnego wstydu, czy zażenowania myśląc o tamtej taśmie, czy naszej pierwszej płycie.

- Skoro tak jest, to dlaczego na siłę unowocześnialiście stare numery na koncertach ?

Greg : Chcemy, aby zabrzmiały tak jak reszta utworów na koncercie, aby nie było jakiegoś drażniącego kontrastu brzmieniowego pomiędzy nowymi, a starymi rzeczami. Poza tym, coraz mniej jest wśród publiki fanów domagających się choćby Eternal. Może już nie wszyscy pamiętają, jednak As I Die gramy zawsze i cały czas jest to bardzo ciężki numer...

Nick : Tak, na trasie promującej Host graliśmy koncert w Londynie i przy Eternal, który jest ponoć naszym klasykiem, szalały może trzy osoby. Największe wzięcie mają chyba obecne utwory z One Second. Nie mogę także nie wspomnieć, że wielu obecnych fanów Paradise Lost nie trawi growlingu, którym operowałem na pierwszych trzech płytach. Teraz także uważam, że growling to udawanie śpiewania, to jak ukrywanie się za jakąś maską. Kiedy miałem długie włosy, mogłem w nich ukryć twarz i ryczeć, ani razu nie patrząc w oczy ludzi stojących pod sceną. W tej chwili mam krótkie włosy, śpiewam i to zmusza mnie do nawiązania żywego kontaktu z publicznością. Sprawia mi to wielką satysfakcję i dopiero od paru lat mogę z czystym sumieniem nazwać siebie wokalistą.

- Nick, kiedyś mówiłeś, ze praktycznie każdego dnia czujesz na swoim karku oddech śmierci. Przypuszczam, że odbija się to w pisanych przez Ciebie tekstach, które już chyba nigdy nie będą radosne i optymistyczne ?

Nick : Chyba nie ( śmiech ). Sądzę, ze śmierć może zastać nas każdego pieprzonego dnia. Zawsze czuję obawę, czy przetrwam następny dzień. To pewnie jakaś forma paranoi, ale nic na to nie poradzę. Kostucha zawsze jest gdzieś blisko mnie, ale na razie nie może mnie złapać. Ponadto jestem zbyt mocno pochłonięty mroczną stroną ludzkiej natury, żeby o tym nie pisać. Nie fascynuje mnie szczęście, a jego przeciwieństwo. Poprzez poruszanie takich tematów, oddalam od siebie własne lęki. Czasami odnoszę wrażenie, ze nikt spośród ludzi, których znam, nie jest bardziej negatywnie nastawiony do życia niż ja. Mam to chyba wrodzone. Często cały świat jawi mi się jaki jakiś chory żart, w którym nic nie dzieje się naprawdę. Jedynym ratunkiem jest wtedy śmiech, wyszydzanie wszystkiego, każdego swojego problemu.

- Czyli życie to żart ?

Nick : W dużej części tak. Niczego nie powinniśmy przyjmować bezkrytycznie, bez odpowiedniego dystansu. Myślę, że dlatego istniejemy, aby czerpać z życia tak wiele jak tylko można. Śmierć jest bliżej z każdym dniem, więc jak można przegrywać życie, zamartwiając się, że wkrótce nadejdzie ? Można się z niej tylko śmiać.

- Cofnijmy się trochę w przeszłość. W 1993 roku graliście trasę u boku Kreator i Morbid Angel. Podobno mieliście wtedy "dniówkę" wynoszącą po pięć funtów na głowę. Te czasy już chyba nie wrócą, co ?

Nick : To był legendarny tour...

Greg : Powiedz lepiej, jak po jednym z koncertów, wpadłeś w furie i rozpieprzyłeś w drobny mak okno. A czym ? Stołem !

Nick : Byłem wtedy pieprzoną gwiazdą rocka.

Greg : Zapłacił za okno tyle, że do końca trasy nie miał za co jeść i żebrał po całej ekipie, żeby dali mu coś do żarcia albo łyk piwa ( śmiech ).

- Czy nadal przytrafiają się Wam takie historie podczas tras ?

Nick : To będzie klasyczna opowieść. Nasz perkusista nienawidzi jak ją opowiadam, bo on jest jej głównym bohaterem, ale że go tu akurat nie ma... Otóż, na trasie promującej Host, płynęliśmy promem z Helsinek do Sztokholmu. Prom miał krótki przystanek na jakiejś maleńkiej, rybackiej wysepce. Lee był tak nawalony, ze wyszedł na brzeg, w samej podkoszulce i oznajmił, ze poszuka jakiejś knajpy, jakby na promie ich nie było. Wzruszyliśmy ramionami i poszliśmy do kajut spać, nie wiedząc że jest tak pijany. W

Sztokholmie okazało się, że został na tej pieprzonej wyspie, myśląc, że to właśnie jest już

Sztokholm ( śmiech ).

Greg : Sztokholm z liczbą mieszkańców równą 20 osób i jedynym sklepem ( śmiech ).

Nick : Oczywiście nie zagraliśmy tego koncertu, ponieważ Lee dotarł do nas następnym promem, dopiero dziesięć godzin później. Okazało się, ze zasnął w jakiejś maleńkiej knajpie, obudził się prawie zmarznięty, bez paszportu i bez grosza przy duszy. Cudem udało mu się dostać na następny prom.

Greg : Przez niego spóźniliśmy się również na koncert do Warszawy, który był następny na trasie. Nie wiem jakie wytłumaczenie podał organizatorom, chyba kłopoty z celnikami na granicy, ale prawdziwy powód był właśnie taki...

Nick : Lee przez tydzień ze wstydu się nie odzywał i nigdzie z nami nie wychodził. My po koncercie do baru, a on do autobusu, albo do hotelu ( śmiech ).

- Wasze wizyty w Polsce zawsze obfitowały w różne ciekawe zdarzenia. Pamiętacie koncert w Warszawie, bodajże 2 1992 roku, kiedy ktoś z widowni rzucił gazem łzawiącym ?

Greg : Tak, pamiętam to dokładnie. Wszystkie kapele zagrały, przyszedł czas na nas, a tu jakiś palant przy chyba trzecim numerze, rzucił tym pieprzonym gazem. To był najkrótszy koncert w naszej historii. Do autobusu eskortowała nas policja. Były niezłe jaja.

Nick : Ja natomiast najbardziej zapamiętałem naszą pierwszą wizytę w Polsce na Metalmanii.

To były Katowice ?

Greg : Tak, graliśmy wtedy z Master, Massacre i Sepulturą jako gwiazdą. Zaszokowało nas, ze organizatorzy, uznając, ze jesteśmy już tak popularni, wystawili nas tuż przed Brazylijczykami. Człowieku, wtedy w Anglii na nasze koncerty przychodziło najwyżej dwudziestu zachlanych kolesi, a tu pięciotysięczny tłum maniaków. Myślałem, że zemdleję.

Nick : Ledwo stałem na nogach. Ty mogłeś się schować za włosami ( śmiech ). No i był jeszcze odwołany koncert dwa lata później, kiedy staliśmy prawie dobę na granicy i zarówno nas jak i Sepultury nie wpuścili na terytorium Polski. Nie wiem czego oni szukali, ale naprawdę nie było na nich żadnych argumentów. Tłumaczyli się, ze szukają jakichś groźnych przemytników czy coś. Jak pytaliśmy się, czy możemy wyjść do kibla, mówili : "Tak, ale dajcie nam papierosy albo koszulki dla dzieciaków". W końcu musieliśmy zawrócić, żeby zdążyć na następny koncert, chociaż jak słyszeliśmy później, rozżaleni fani w Katowicach wszczęli ponoć nawet jakieś zamieszki. Paranoja.

Greg : Teraz jednak Polska wygląda już zupełnie inaczej. Zmienia się prawie tak szybko jak my ( śmiech ).



Rozmawiał: Łukasz Dunaj