WALLS OF FIRE



W lutym b.r. zespół spotkała bardzo nieprzyjemna i niepokojąca rzecz. Gitarzysta Greg został przewieziony do szpitala, z powodu dolegliwości w okolicach ślepej kiszki. Zaplanowane koncerty z Judas Priest musiały zostać odwołane. Jak nam potwierdził Greg, doszło u niego do pęknięcia ślepej kiszki i gitarzysta był bliski śmierci !! Do tego udał się bez zgody lekarza na trasę własnego zespołu. Walls Of Fire spotkał 34- latka przed koncertem w Wiesbaden i rozmawiał z nim na temat aktualnego stanu zdrowia, trasy oraz możliwego zakończenia kariery.

Jak się czujesz Greg ? Przed rozpoczęciem trasy miałeś ciężką operację ślepej kiszki...

Jakoś leci. Po zakończeniu trasy, jak wrócę do domu, muszę jednak znowu iść pod nóż. Nabawiłem się infekcji : gangrena.

Co się wydarzyło dokładnie ?

Pękła mi ślepa kiszka ! Mieszkam na wsi, w zagrodzie chłopskiej – dookoła nie ma nic. Więc przez dwa dni nikt mnie nie znalazł. Na moje szczęście wpadł do mnie brat. Kilkanaście godzin później i byłbym martwy. Teraz muszę sobie przed każdym występem owijać brzuch, aby móc wyjść na scenę. Na niej jednak daję z siebie wszystko ! Mój lekarz nie wie, że tutaj jestem, nie pozwoliłby mi stać na scenie.

Nie masz więc pozwolenia lekarza ?

Zgadza się. Gram koncerty na własne ryzyko.

Żałowałeś, że z powodu Twojej choroby musieliście zrezygnować z trasy z Judas Priest ?

Chętnie bym pojechał w tę trasę, nawet jeśli osobiście nie szczególnie przepadam za muzyką Judas Priest. Byłaby to jednak możliwość, aby zagrać przed wieloma ludźmi. Jednak to było jeszcze za wcześnie. Leżałem jeszcze w szpitalu podłączony do aparatury. Jeśli już, to musiałbym wjechać na scenę na wózku inwalidzkim. Inaczej nie dałoby rady.

A jak się udały pierwsze koncerty waszej trasy ?

Całkiem dobrze. Wczoraj graliśmy na Open Air Festival. To było wyczerpujące. Przyjechaliśmy bardzo wcześnie i spędziliśmy cały dzień na miejscu. Na festiwalu grały różnorodne zespoły- również hip- hop i reggae. Właśnie jeden z zespołów reggae obudził mnie z drzemki.

Chętnie występujesz na festiwalach, jak jesteście w trasie ?

Festiwale są w porządku. One są dla nas pewnego rodzaju urozmaiceniem. Ale wolałbym właściwie wiedzieć na czym stoję – tu chodzi o całą organizację, wyposażenie. Przy festiwalach te sprawy nie są do końca pewne.

Wydarzyły się na trasie jakieś ciekawe historie ?

Nie. Nick poleciał w miedzyczasie do Paryża na rozdanie nagród. Wygłosił mowę pochwalną i spotkał kilku znanych ludzi jak Daniego z Cradle of Filth.

Jak wygląda właściwie wasza scena w Anglii ? Macie dobry kontakt z innymi zespołami ?

Jest w porządku. Mamy do nich przyjacielski stosunek. Jednak się nie spotykamy. Nawet nie mam ich numerów telefonu - oprócz Danniego Filtha. Dla mnie osobiście niektórzy z muzyków są zbyt problematyczni. Ale i tak mam bardzo dużo przyjaciół, niekoniecznie muzyków.

Z jakim zespołem pojechałbyś chętnie na trasę ?

Z każdym, który jest popularny w Ameryce i przyciąga na koncert więcej niż 2000 fanów. Możemy grać jednak z każdym zespołem, który do nas pasuje. Tylko w konfrontacji z Dead Can Dance nie dalibyśmy rady.

Czy Ameryka jest ciężkim do zdobycia rynkiem ?

Nie, chętnie bym tam zagrał przed dużą publicznością. Oczywiście nie jest tam tak dobrze jak w Europie, ale widzę już znaczną poprawę. Nasz album ukaże się tam poprzez Century Media, ponieważ BMG nie działa już na rynku amerykańskim.

Aktualnie wiele zespołów grających mroczny rock święci swoje triumfy na świecie. Jak wygląda to u was ? Bądź co bądź jesteście pionierami tego gatunku.

Mamy stałą bazę fanów, która nam towarzyszy przez lata. Wygląda na to, że album sprzedaje się dobrze. Wiemy tylko to, że nasza wytwórnia jest zadowolona. To jest najważniejsze. Jak oni są szczęśliwi, to i my jesteśmy. Wytwórnie przeważnie rzadko się z tobą komunikują, jednak jak są niezadowolone, to szybko się o tym dowiadujesz. Z tym nowym rodzajem gotyckiego metalu nie mamy nic wspólnego. Wszystkie zespoły mają teraz wokalistkę- to z powodu ogromnego sukcesu Evanescence. Teraz grają te wszystkie kapele jak Nightwish....

... chociaż Nightwish istniał już przed Evanescence i byli bardzo popularni !

Ale ich popularność jest teraz uzależniona od sukcesu Evanescence. Evanescence otworzyli drzwi i w ślad za nimi idą inne zespoły. My musimy jeszcze pracować na nasz sukces.Przeszliśmy długą drogę i zawsze byliśmy sobie wierni. Nigdy nie ulegaliśmy żadnym trendom. Przypominam sobie jeszcze te wszystkie zespoły hip-hop- rockowe jak Dog eat dog. Takie kapele przychodzą i odchodzą.

Właściwie to jeszcze nigdy nie rozczarowaliście swoich fanów.

Aż do albumu „Host”. Zbyt wysoko oceniliśmy otwartość fanów muzyki metalowej. Myśleliśmy, że będą rozumieć nasz krok w kierunku takiej muzyki. Dla mnie „ Host” jest ciągle mrocznym albumem, który robi na mnie duże wrażenie. Wypróbowaliśmy wiele rzeczy, nie wszystko się udało...

Czy z tego powodu piosenki z nowego albumu są dużo cięższe ?

Nie, to nie był ten powód. To była po prostu kwestia czasu. Znowu słucham teraz zespołów, które lubiłem na początku działalności PL. To są więc całkiem inne wpływy.

Na przykład ?

Na przykład Black Sabbath, Trouble, Hellhammer i Celtic Frost. Te zespoły przyczyniły się do tego, że nasza muzyka jest teraz mocniejsza.

Setlista również się składa z samych mocnych kompozycji ?

Nie, gramy między innymi „So much is lost” z albumu „ Host” oraz „ As i die”. Mieszamy więc piosenki z naszych albumów, koncentrując się jednak na najnowszych. Przed rokiem graliśmy „ Eternal” w Grecji. Nie zrobimy tego ponownie. Fanom się w prawdzie podobało, ale wokal Nicka nie pasuje już do starych kompozycji.

Jak wygląda przyszłość waszego sesyjnego perkusisty Jeffa Singera ?

Nagrał z nami album i wykonał swoją pracę bardzo dobrze. Ale to dopiero pierwsza trasa do nowego albumu. Musimy zobaczyć, co będzie dalej, Dotychczas jesteśmy z niego jednak zadowoleni.

To znaczy, że Jeff ma dobre szanse ?

Myślę, że tak. Jeff jest w naszym wieku, ma podobną muzyczną przeszłość. Spędzimy z nim jeszcze trochę czasu, a potem się zdecydujemy.

Dlaczego nie zdecydowaliście się na stałego członka zespołu ?

Nie myślałem o tym. Nam chodziło o nagranie albumu, a nie o „wypełnienie” zespołu.

Z jakich powodów Lee opuścił zespół ?

Nie radził sobie już z ciągłym byciem na trasie. Szybko stracił tym zainteresowanie. Jego nastrój był coraz gorszy. Cierpiał na depresję, jak był poza domem. W ostatnich latach bardzo się zmienił, coraz więcej pił na trasie. Dla niego takie życie było torturą.

Niedawno rozmawiałem z Villem z Sentenced. Powiedział mi, że rozwiązują zespół, ponieważ życie na trasie było dla nich coraz bardziej uciążliwe. Czy coś takiego grozi również wam ?

Nie sądzę. Prowadzę taki styl życia już o tylu lat. Jest czasem ciężko, jeśli jesteś tak długi okres oddzielony od swojej rodziny i przyjaciół. Jak jestem w domu, to spędzam swój cały wolny czas z dziećmi. To jest wspaniałe. Jeśli miałbym jednak normalną prace, to wracałbym koło 18.00 do domu i miałbym z nich jeszcze mniej pociechy. Wracając do tematu - jak będę starszy, to być może taki będzie powód rozwiązania zespołu. Na razie jednak ze zbyt dużą chęcią stoję na scenie.

Czy fakt, że jesteś ojcem miało jakiś wpływ na muzykę PL ?

Jesteśmy bardzo cynicznym zespołem, jak wiele kapel z okolic, w których wyrastałem. Dzieci są jednak czymś dobrym, wspaniałym. Nasza muzyka to ucieczka. Nie jesteśmy zespołem politycznym i nie chcemy nic zmieniać. Nie chcemy też przynosić radości, najwyżej ciarki na plecach. Dzieci nie mają na to wpływu.