16.03.2002 KATOWICE / Spodek / - Polska



Nie wystąpiła niestety zapowiadana wcześniej grupa Saxon. Tuż przed festiwalem synek wokalisty trafił do szpitala i został poddany operacji, o czym informowały kartki przy wejściu do Spodka. Tym samym bezpośrednio po Tiamacie zagrała gwiazda wieczoru - Paradise Lost.

Podczas wcześniejszej rozmowy Greg Mackintosh zapowiadał koncert ostry i przekrojowy, ale jednak obawiałem się, że Paradise Lost ze swą dość łagodną ostatnio muzyką może wypaść dość blado w porównaniu z grającymi wcześniej zespołami. Wielkie było więc moje zaskoczenie, kiedy wchodząc na salę usłyszałem dźwięki "Widow" z płyty "Icon". Później było również starutkie "I See Your Face" - zgromadzeni w spodku fani Paradise Lost oszaleli. Okazało się, że gitarzysta nie kłamał - cały koncert był mieszanką nowszych utworów z "paradajsowymi" klasykami, takimi jak "As I Die", "True Belief", "Forever Failure", "Enchantment", "Last Time"... Nowe utwory również nieźle wypadały na żywo. Zespół postawił na ostrą gitarową jazdę, Nick Holmes także się nie oszczędzał. Było jednak coś, co wzbudziło wśród wielu osób pewien niesmak. Chodzi o zachowanie wokalisty. Widziałem kilka koncertów Paradise Lost i Nick zawsze zachowywał się dość spokojnie, tymczasem w Spodku coś go napadło. Miotał się po scenie, to rzucał "fuckami" w stronę publiki i kolegów ze zespołu, to znów parodiował innych wokalistów (Moonspell - "Of darkness and hope... would you join me in death?", widać nie tylko mi występ Portugalczyków skojarzył się z HIMem ;), nieobecnego Saxon - "Good evening, we're Saxon", Cannibal Corpse "Thanks, we love you!", czy wreszcie Immortal - najpierw zachęcił ludzi do wzniesienia rąk w imię Jezusa. Po następnym kawałku było to już imię szatana, zaś po kolejnym publiczność usłyszała "Raise your hands for lord... Belzebub of hell!"). Wokalista mówił też coś o tym, że interesująco jest grać w takim "spaceship", zapowiadał kolejne utwory jako klasykę death metalu, chwalił polskie piwo itd. itp. Niestety nienajlepsza była też jego dyspozycja głosowa - kilka razy gardło nie wytrzymało, zaś w połowie "Forever Failure" Nick po prostu cisnął mikrofonem i zbiegł ze sceny. Reszta zespołu dokończyła utwór bez wokalisty.

Widać było tremę muzyków związaną z dziwnym zachowaniem frontmana, nie brakowało też drobnych problemów technicznych. Mimo to koncert Paradise Lost był bardzo dobry. Chyba głównie z powodu rewelacyjnego doboru materiału. Muzycy chyba mieli świadomość, że polscy fani czekają głównie na stare kompozycje i nie zawiedli ich.



Adam "kalisz" Kaliszewski