16.02.2003 BERLIN / Columbiafritz / - Niemcy



16 lutego br. W Berlinie, Holmes i jego ludzie dali prawdziwy popis metalowego rzemiosła. Co prawda najnowsza płyta Paradise Lost była zapowiedzią powrotu do formy sprzed lat, ale po ich koncercie nie spodziewałem się zbyt wiele. Tymczasem zespół mile mnie zaskoczył. I chociaż na płycie dają się jeszcze raz po raz słyszeć dźwięki generowane przez samplery to podczas koncertu ich rola zostaje ograniczona wyłącznie do odtwarzanych z playbacku intro. I dobrze boBrytyjczycy lepiej brzmią na surowo niż podlani elektronicznym sosem. Już od pierwszego utworu "Isolate" pochodzącego z ostatniego albumu "Symbol Of Life" jasne było, że zespół przeżywa swoją drugą młodość. Holmes z łatwością przypomniał, że jest świetnym wokalistą, a Gregory Mackintosh dwoił się i troił niemiłosiernie piłując swojego Gibsona. Naprawdę wspaniała robota. Zespół brzmiał ostro, a do tego bardzo poukładanie. W porównaniu z kształtem jaki przybrały poszczególne utwory na ich ostatnim albumie, podczas koncertu zostały one oczyszczone ze wszystkich możliwych ozdobników. Zniknęły gdzieś chórki, echa, pojękiwania i dzwięki z rodem ze Stumilowego Lasu. Tego w Berlinie nie było. Na całe szczęście, bo dopiero na żywo widać, co poszczególne numery są warte bez całego mechanicznego zaplecza studyjnego. A okazuje się, że w wersji live Paradise Lost jest czasem więcej wart niż w wersji studyjnej. Koncert promował "Symbol Of Life" i to utwory pochodzące właśnie z tego krążka stanowiły większość setlisty. Choć nie obyło się bez rarytasów, które starsi fani grupy często cenią bardziej od jej nowych dokonań. Na nie na pewno warto było czekać. Z najnowszych kompozycji świetnie zabrzmiały : "Two Worlds" ( na płycie zaśpiewany z udziałem Devina Townsenda ze Strapping Young Lad ), "Mystify" ( utwór ten zagrany na żywo oprócz tekstu nie miał nic wspólnego ze swoją wersją znaną z albumu i zamiast barokowej stylistyki wszedł raczej w metalową estetykę ), "Self Obsessed" czy tytułowy "Symbol Of Life". Po zbitce numerów z ostatniego albumu Nick Holmes, który koncert rozpoczął od wypicia kilku piw, niezliczonych butelek wody mineralnej i napojów energetycznych, "ojcowskim tonem" przemówił do fanów : - dziękujemy Wam za to, ze przez wszystkie te lata byliście z nami. Dzisiaj jednak jesteśmy Wam wdzięczni za to, że wybraliście nas, a nie Soulfly ( w tym samym czasie grupa ta grała w Columbiahalle, oddalonej od ColumbiaFritz zaledwie o 50 metrów - aut. ). Trzeba przyznać, ze na wierność swoich fanów Paradise Lost nie może narzekać. Niewielkich rozmiarów sala, w której odbywał się berliński koncert grupy, wypełniona była do ostatniego miejsca. W Berlinie to dość rzadki obrazek i niekiedy nawet ekipy z najwyższej półki nie przyciągają na swój występ tylu fanów ilu mogłaby pomieścić sala, w której grają. Holmesowi i spółce sztuka ta się udała. Tymczasem Paradise Lost nie zwalniał tempa. Po krótkim elektronicznym wstępie zespół wszedł w niesamowite wersje utworów ze starszych albumów : "Mouth", "One Second" czy "Small Town Boy" zostały przyjęte wręcz entuzjastycznie. Na tym jednak nie koniec niespodzianek. Po takim zestawie jeszcze lepiej zabrzmiały trzy, zagrane niemalże z thrashową energią numery z "Draconian Times" - "Hallowed Land". "The Last Time" i "Forever Failure". Prawdziwa gratka dla fanów. Ale nawet przyjęcie tych utworów wypadło blado przy prawdziwej ozdobie wieczoru jaką okazał się być fenomenalnie rozciągnięty, upstrzony ciekawymi solo w wykonaniu Mackintosha "As I Die". Forma tego gitarzysty była dla mnie największą niespodzianką wieczoru. "As I Die" jak na utwór, który ma ponad jedenaście lat właśnie dzięki Mackintoshowi zabrzmiał świeżo jakby dopiero co został napisany. Paradise Lost nadał mu bardzo nowoczesne brzmienie, a jego wykonanie według mnie było gwoździem programu. Choćby dla tego numeru warto było wybrać Paradise Lost, a nie Soulfly. Trzeba powiedzieć, że Paradise Lost mocno pracowali nad tym, żeby brzmieć jak dawniej i praca ta nie poszła na marne. Jak na profesjonalistów przystało zagrali z klasą i wypadli świetnie.

Isolate
Two Worlds
Self Obsessed
Mouth
Small Town Boy
One Second
Hallowed Land
Forever Failure
The Last Time
As I Die
( niepełny program )



Miłosz Habura, Metal Hammer