16.05.2005 HAMBURG / Markthalle / - Niemcy



Gitarowa uczta i Myszka Mickey

W porównaniu z Orphaned Land zespół Paradise Lost jest już doświadczoną grupą, starym lisem, jeśli chodzi o aktywność sceniczną. Zespół ten towarzyszy mi już całe życie, wydaje raz lepsze, raz gorsze albumy- w każdym razie stał się jednym ze stałych elementów w krajobrazie muzycznym. W przeszłości PL był zespołem, który wyznaczał nowe kierunki, wpłynął na karierę i stał się inspiracją dla wielu innych grup, które identyfikowały się z gatunkami gotyckimi i melancholijnymi.
Mimo wszystko PL jako zespół sceniczny nigdy nie błyszczał : przede wszystkim z powodu raczej przeciętnych umiejętności wokalnych Holmesa, czy też naprawdę beznamiętnego sposobu prezentowania utworów. Dlatego też moje oczekiwania odnośnie koncertu nie były zbyt duże.

Po występie Orphaned Land, zespole który zarówno optycznie jak i muzycznie zaprezentował ludziom coś " Boskiego", scenę przekroczył Jezus nr 2 w postaci Nicka Holmesa. PL zaczęli od " Don't Belong". Nick zaczął wkrótce intonować do pierwszych samplowanych dźwięków.

A później zrobiło się bardzo głośno ! Gitary brzmiały mocno i soczyście -hej, parę metrów do tyłu , nie przy kolumnach - wiaterek był naprawdę potężny ! Brzmieniowo był to naprawdę powrót do korzeni, muzycznie przypomniały się dawne czasy, kiedy PL grało jeszcze metal.

A więc wszystko świetne, tak ? No tak, ale tylko częściowo. Gitara Grega Mackintosha jest wspaniała jak dawniej. On jest i zostanie mistrzem ! "sorrow leads"; taki styl grania określa gitarzysta Katatonii Anders Nyström ( i również wspaniale go powiela) Cieszę się więc, że te "sorrow leads" jest coraz częściej słyszane: zarówno na nowym albumie jak i w czasie koncertów. Dało się również zauważyć, że zespół gra już z sobą ładny kawał czasu. Koncert był zagrany bardzo rutynowo i znów bardzo statycznie- cały PL !
Główny punkt krytyki: ponownie wokal Nicka. Holmes opanował wprawdzie technikę śpiewania, która mu pozwala w miarę bezbłędnie zaśpiewać cały set, jednak wszystko jest kosztem skali głosowej, "pojemności wokalu" oraz agresji. Brzmieniu zaprezentowanym przez muzyków musi po prostu towarzyszyć brudny oraz potężny wokal, jaki się słyszy na albumie " Icon" ( kto wie, ile tam pomogła technika studyjna). Akurat starsze piosenki takie jak: "True Belief", "As I Die", czy "Hallowed Land" mają tylko połowę wartości, jeśli frontman nie jest w stanie zaśpiewać z tak dużą energią, jakiej te utwory wymagają. Szkoda. Szczególnie irytujący był ten dziwny pitchshift - efekt w głosie, który tak przekształcał, że miałem wrażenie , iż razem z Nickiem śpiewa Myszka Mickey. Poza tym Nick rusza się na scenie jak miś koala, który zjadł za dużo eukaliptusa. Zatem z mojego punktu widzenia najlepiej wyszły spokojniejsze piosenki typu: "So Much Is Lost" czy też "Close Your Eyes" ( wspaniała, prawie neoprogresywna solówka). Publiczność, na samym końcu dość liczna, najbardziej skandowała przy starych numerach i była relatywnie entuzjastyczna, czego właściwie się nie spodziewałem.
Reasumując: ten koncert był bardzo solidny, ale z wokalistą kalibru Jonasa Renkse (Katatonia) czy też Vincenta Cavanagh (Anathema), PL byłby w 2005 czymś naprawdę rewelacyjnym.

Zagrane utwory:

Don't Belong
Grey
True Belief
Erased
Redshift
Mystify
So Much Is Lost
Symbol Of Life
Accept The Pain
No Celebration
For All You Leave Behind
As I Die
Shine
Hallowed Land
Close Your Eyes
One Second
---
Forever After
Over The Madness
Last Time



(Thommy) ( wallsoffire.de)
Tłumaczenie: Michał Rusin