TRASH'EM ALL



Wybór rozmówcy pomiędzy mało rozmownym Gregiem, a odpowiadającym ostatnio jednym zdaniem, jeśli nie słowem Nickiem był dla mnie w sumie dosyć oczywisty. Ostatecznie zadzwonił do mnie Aaron Aedy, człowiek którego zawsze uznawałem za najmniej napompowaną osobowość w Raju Utraconym...

- Przeszliście z rąk jednego giganta do drugiego. Nowy kontrakt z GUN/BMG, czyżbyście nie byli zadowoleni z tego, co na rzecz Paradise Lost robiła EMI ?

Aaron - Powiem tak : o wiele więcej oczekiwaliśmy... Nie były to zbyt wygórowane wymagania, po prostu EMI to bardzo duża firma i sądząc po tym co dla nas robili, wyglądało to tak, jakby wcale nie angażowali się w promocję zespołu. Po ukazaniu się "Believe In Nothing" powinniśmy chyba zagrać więcej koncertów, ale ludzie z EMI nie za bardzo chcieli wykładać na nas swoje pieniądze. Wskutek tego dziś jesteśmy w GUN, jestem pewny, że akurat w kwestii promocji naszego nowego albumu są oni w stanie zrobić dla nas o wiele więcej...

- To jak mniemam wcale nie najważniejszy news z "Utraconego Raju" ?

Aaron - Oczywiście, że nie, najważniejsza jest w tej chwili nasza nowa płyta i nad nią od dłuższego czasu się głównie skupiamy. Jesteśmy już zespołem ukształtowanym, posiadającym pewien charakter i doskonale się komunikującym, dlatego praca nad kolejnymi naszymi krążkami jest coraz bardziej płynna i naturalna. Sądzę, że wiele już umiemy i potrafimy wykorzystywać swoje doświadczenie. Tym razem pracowaliśmy z Rhysem Fulberem to dodatkowo wzmacnia "kapitał" naszego nowego albumu. "Symbol Of Life" to bez watpienia najlepiej wyprodukowany album Paradise Lost, brzmi fenomenalnie i fakt ten sprawia, że czujemy, iż udało nam się pokonać samych siebie, sprostać kolejnej poprzeczce. To dziwne, ale bycie częścią tego zespołu z czasem staje się dla nas z czasem coraz bardziej ekscytujące.

- W sumie nie tak dawno zagraliście trasę koncertową u boku zespołu, który ma wielki wpływ na to, co zawsze robił Paradise Lost. Mowa oczywiście o The Sisters Of Mercy...

Aaron - Wiesz, to trochę dziwne, bo oni od wielu lat nie wydali żadnej płyty, a wciąż potrafią zgromadzić na swych koncertach tysiące ludzi. No i oczywiście szacunek i estyma jaką ich darzymy, to było dla nas duże doświadczenie. Co prawda nie sądzę, by ktokolwiek dziś wiedział kim był ten zespół, który grał przed The Sisters Of Mercy, ale było miło... ( śmiech )

- Powracając jeszcze do "Believe In Nothing", jak ludzie odczytali waszą przewrotną intencję powrotu na łono tradycyjnej muzyki, skoro wydawało się już, że staniecie się drugim Depeche Mode ? Nawiasem mówiąc, nie czułeś się wówczas, gdy nagrywaliście "Host" trochę zepchnięty ze swoją gitarą na margines ?

Aaron - Ha! ha! ha!, sądzę że wiele osób polubiło tamten album. Wnioskuję z tego, ile razy był sciągany z sieci, z różnych żródeł zresztą ( śmiech ) Ta płyta nie była dla nas co prawda sprawą rewolucyjną, ale w porównaniu z poprzednimi krążkami zespołu brzmiała o wiele lepiej, bardziej dynamicznie. Wpływy elektroniki wniósł do zespołu głównie Greg i przyznam, że trochę się obawiałem, czy nie idzie to zbyt daleko. Bywało tak, że byłem jedynym gitarzystą, bo Greg siedział przy klawiszach. Z pewnością było to interesujące, było w tym więcej inwencji, bo jak pewnie wiesz, wykorzystywaliśmy różne efekty, bajery... Dzięki temu epizodowi mogliśmy spróbować nowych rozwiązań, a "Host" stał się polem tych eksperymentów. Było jednak pewne, że nie oddalimy się od typowego, rockowego szkieletu naszych kompozycji. Powrót gitar, jakie możesz usłyszeć na "Symbol Of Life" był w zasadzie nieunikniony...

- Skoro wciąż jesteście zadowoleni ze współpracy z Johnem Fryer'em, to czemu nie własnie z nim nagrywaliście nowy krążek ? Wiesz, nie wnoszę zastrzeżeń do efektów pracy obu tych fachowców, ale wygląda to tak, jakbyście wciąż poszukiwali kogoś, kto spełni Wasze oczekiwania. Chyba, że jako regułę traktujecie nagrywanie kolejnych płyt z innymi ludźmi...

Aaron - Każdy album, także albumy Paradise Lost są inne, jeśli więc chcesz, by ktoś to zauważył, potrzebujesz współpracy z kimś świeżym, z kimś kto ma do Ciebie dystans. Najlepiej, jeśli wcale Cię nie zna i jest przy okazji dobrym fachowcem... Tym razem postawiliśmy na Rhysa Fulbera i była to słuszna decyzja. Tu być może Cię usatysfakcjonuję, ale nie jest wykluczone, że kolejną płytę nagramy także z nim, czym zarówno my jaki i Rhys jesteśmy w równym stopniu podekscytowani. Osobiście jestem cholernie zadowolony ze współpracy z Rhysem, podobnie jak reszta zespołu. Znamy się już od wielu lat, powiem Ci też, że on jest fanem Paradise Lost, rozumie nas i co jeszcze najważniejsze, wierzy w to co robimy na równi z nami. Sądzę, że od wielu lat szukaliśmy producenta, który miałby cechy Fulbera...

- Nawiązując jeszcze do produkcji tej płyty... "Symbol Of Life" nie brzmi jak typowy metalowy krążek. Ta płyta ma szalenie bombastyczne, wręcz "kolosalne" brzmienie, gdyby nie "zbyt" ciężkie gitary, tak mógłby zabrzmieć kolejny album U2...

Aaron Dzięki za komplement. Wiesz, muszę się z tym zgodzić, bo w całkiem podobny sposób nagrywają właśnie takie duże zespoły. Dla mnie, jako gitarzysty rytmicznego jest tu dodatkowy "wypas", bo gitara brzmi niezwykle potężnie, bardzo soczyście, jest ważnym elementem każdego utworu. Produkcja "Symbol Of Life" ma z pewnością o wiele więcej wspólnego ze sposobem, w jaki nagrywają grupy rockowe niż metalowe.

- W utworze "Erased" można usłyszeć interesujący, silny kobiecy głos i choć stało się dla Was tradycją nagrywanie takich utworów, efekty wciąż są znakomite. Kim jest ta wokalistka ?

Aaron - Nie jestem pewien... ( śmiech ). To sesyjna śpiewaczka, znajoma Rhysa z Los Angeles, z którą swego czasu współpracował na jednej ze swoich płyt. Nie powiem Ci o niej zbyt wiele, ale zapewniam Cię, że jest bardzo ładna ( śmiech ). A bardziej serio, Rhys polecił ją nam, ponieważ szukaliśmy wokalistki, która zaśpiewała by kilka partii wokalnych. Nie chodziło nam kolejny raz o kobietę, która miała by jakiś operowy głos, szukaliśmy po prostu interesującej barwy i chyba się udało... Oczywiście, chyba nie pominiesz wokali Lee Doriana na naszej nowej płycie, nie ?

- O ! Tu mnie zaskoczyłeś ! Nie wiedziałem, ze Lee zaśpiewał na "Symbol Of Life", ale skoro mam jedynie promocyjną taśmę z kilkoma fragmentami, mogłem nie wiedzieć...

Aaron - głos Lee możesz usłyszeć również w "Erased". W studio pomógł nam jeszcze Devin Townsend, nagrał kilka linii wokalnych do paru utworów, o ile dobrze pamiętam są to "Two Worlds", coverze Bronsky Beat "Small Town Boy" i chyba jeszcze jednym utworze...

- Jeszcze jedna niespodzianka, to nagrany przez Was kultowy "Xavier" monumentalnego Dead Can Dance. Nie pytam dlaczego, bo wiem, że kochacie wszystko co tknął się nieistniejący duet Perry/Gerard, pytam czemu dopiero teraz i czy znajdzie się on na regularnym wydawnictwie ?

Aaron - "Xavier" to numer, który w sali prób już chwilę graliśmy. Na początku bardziej z pamięci, ale potem postanowiliśmy lepiej go opracować i w końcu nagrać w studio. Zastanawialiśmy się, czy umieszczać go na płycie, bez wątpienia jest wspaniały i pasowałby dobrze do innych numerów z "Symbol Of Life". W końcu jednak zdecydowaliśmy, że zostawimy go na jakąś specjalną okazję, a na albumie znajdzie się tylko nasz materiał. Prawdopodobnie zarówno "Xavier" jak i "Small Town Boy" ukażą się na limitowanej wersji tej płyty.

- Docierały do nas wieści, że album miał pierwotnie nazywać się "Deus". Całkiem niedawno jednak zmieniliście go na "Symbol Of Life"...

Aaron - Nie sądzisz, ze jest bardzo pozytywny ? Brzmi dobrze, z pewnością inaczej niż inne tytuły naszych albumów. Z tekstu utworu tytułowego wziął się również pomysł na okładkę. Co do "Deus", kiedyś Nick udzielał wywiadu i jeden z dziennikarzy męczył go pytaniem o to, jak będzie nazywać się nasza nowa płyta. W końcu Nick, by tamten dał mu spokój palnął "Deus" ( śmiech ). Oczywiście dowiedzieliśmy się wówczas, gdy w prasie muzycznej ukazały się zapowiedzi, że Paradise Lost nagrywa swój nowy album "Deus". Tak więc, nawet gdyby był taki pomysł, Nick go spalił... ( śmiech )

- Czy po "Symbol Of Life" możemy oczekiwać typowo zabarwionych tekstów Mr. Holmes'a, jeśli wiesz o czym mówię ?

Aaron - Tak, naturalnie. Co prawda styl Nicka zmienia się z płyty na płyte i "Symbol Of Life" jest granicą jego pozytywnego myślenia. Tak, z pewnością jest to chyba najmniej depresyjny album w naszej karierze. Oczywiście, "Symbol Of Life" to płyta wciąż przepełniona mrokiem i "zawodowym" skrzywieniem Nicka Holmes'a...

- Skoro jesteśmy przy Nicku, zahaczę o inny problem. Z pewnością pamiętasz Wasz ostatni występ w Polsce, gdzie graliście jako gwiazda Metalmanii. Dla wielu osób był to ze względu na aroganckie i agresywne zachowanie Waszego wokalisty dosyć kontrowersyjny koncert...

Aaron - Och, to co widzieliście, to naprawdę nic wielkiego ( śmiech ). Nick czasem zabawia się na scenie na swój własny sposób, to przejaw jego dosyć czarnego poczucia humoru i aroganckiego sposobu bycia, ha, ha. Ale sam koncert był niezły, zresztą widać to było po reakcji ludzi, którzy nas oglądali. To był nasz pierwszy koncert w Twoim kraju po wielu latach i przyznam, że my się nie rozczarowaliśmy ( śmiech ). Doceniam pasję, jaką ludzie w Polsce darzą heavy metal, to coś, czego nie oglądamy na co dzień...

- Nowy long od niedawna powinien być już w sklepach, więc w chwili gdy nasi czytelnicy będą czytać ten wywiad, wielu z nich będzie już w stanie ocenić wartość "Symbol Of Life". Ty możesz ocenić ją tu i teraz...

Aaron - Przyznam, ze ten krążek bardzo się nam podoba i choć brzmi to buńczucznie, mam nadzieję, ze będzie to nasza najlepiej sprzedająca się płyta. Wiesz czemu ? Bo to nasza najlepsza płyta ! Na pewno pojedziemy na dużą trasę, czego już nie mogę się doczekać, tym bardziej, że zdecydowana większość utworów z "Symbol Of Life" doskonale nadaje się do grania na koncertach. Jesteśmy tak głodni grania na żywo, że jak tak dalej pójdzie to dostaniemy od tego obłędu. Kiedy pojedziemy na trasę promującą ten album, zagramy się na śmierć ! Nie wiem czy nastąpi to jeszcze w tym roku, bo święta Bożego Narodzenia nie są dobrym okresem na rozpoczęcie działań promocyjnych, ale na początku nadchodzącego roku ruszamy pełną para. Teraz czekamy na Wasze opinie w związku z "Symbol Of Life" i jeśli płyta się Wam spodoba, będziemy najszczęśliwszym zespołem pod słońcem.



Rozmawiał: Darek Kempny